07/2008/(3)
Blog
Poniedziałek 28/07 /2008
Sara May
[12:08:44]
APOKALIPSA ARTYSTYCZNA
Jeszcze nie zostały piosenkarkami a już chcą być aktorkami. Może za pół roku zechcą być modelkami albo prezenterkami? A co tam. Kierują się zapewne hasłem ”Chwytaj dzień”.
Mamy więc coraz większe amatorstwo zarówno na polu aktorskim jaki i muzycznym.
Co druga nowo-powstała piosenkareczka o nieugruntowanej pozycji deklaruje, że ma ciągoty aktorskie i chętnie w filmie by zagrała albo też zagra. To nic, że na dobre nie zaistniała jako wokalistka. To nic, że jeszcze ma wiele do zrobienia jeśli chodzi o poziom swojego śpiewania. Aktorką też może być. Praca przed kamerą, światła jupiterów i ewentualna sława to coś co ją pociąga i o czym marzyła od dziecka.
Ludzie!!!! W życiu trzeba się na coś zdecydować. A najlepiej na to do czego ma się największą pasję i zdolności. Pięć srok za ogon to nie metoda. Albo jesteś jedna z drugą piosenkarką albo aktorką. Trzeba wiedzieć czego się chce. Inaczej ani dobrą piosenkarką, ani aktorką nie będziesz. Chyba, że na jakości im nie zależy, a jedynie na popularności. To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne.
Zagrać w filmie piosenkarka może. Czemu by nie. Dla rozrywki i w odpowiednim momencie swojej kariery jak najbardziej. Świat zna takich przykładów mnóstwo. Gdy jednak początkujące piosenkareczki, ledwo kojarzone panienki ze swojego niby zawodu, szukają szczęścia w objęciach serialowo-filmowych to coś nie gra. Bo jaka wokalistka wierząca w swój talent i poświęcająca się swojemu celowi w 100% już na samym początku swojej drogi kieruje się w stronę filmu i zamiast skupiać się na rozwijaniu wokalnego rzemiosła leci na plan zdjęciowy ?
Zresztą śpiewające aktorki i aktorzy również nie są atrakcją dla tych, co mają dobry słuch. Śpiewająca i nagrywająca płyty aktorka to jedna wielka deprawacja muzyki. Powinno się zabronić takich „małżeństw aktorsko-piosenkarskich”.
Widz lub słuchacz jest gwałcony intelektualnie i artystycznie aktorkami śpiewającymi i piosenkarkami grającymi.
To woła o pomstę do nieba.
Gdy słyszę deklaracje z ust kolejnej aktoreczki, gwiazdy reality show, tancerza czy aktora, że ma zamiar nagrać płytę to krew mnie zalewa.
Nie lepiej jakby zapisała się taka "aktorka" na warsztaty aktorstwa albo poszła na casting? Chyba, że tam już była i nikt jej nie chce.
Nie będę sypała nazwiskami, bo każdy wie o kim mowa. Tych nazwisk niestety przybywa z każdym miesiącem i niedługo trudno się będzie połapać kto kim jest. Zostanie garstka prawdziwych, rasowych piosenkarzy i garstka prawdziwych, profesjonalnych aktorów.Poniedziałek 14/07 /2008
Sara May
[19:25:46]
Brak systemu tworzenia GWIAZD
Dawno nie publikowałam fragmentów mojej pracy licencjackiej. A więc czas najwyższy to uczynić. Sama czytam to z wypiekami na twarzy, bo już minął ponad rok jak to pisałam.
ROZDZIAŁ 2
Brak systemu tworzenia gwiazd
2.1 Zła edukacja wokalna
"Dziecko lubi śpiewać. Większość dzieci lubi śpiewać i każde dziecko śpiewa dobrze, gdyż śpiewa naturalnie. Wydobywa emocje i nie myśli o niczym innym jak o emocjach. A emocje nie powinny podlegać ocenie. Potem zazwyczaj dziecko zainteresowane muzyką lub też rodzice zainteresowani aby ono kształciło się muzycznie posyłają do szkoły muzycznej bądź na prywatne lekcje śpiewu. Mają nadzieję, że ktoś tam zajmie się jego zdolnościami, może odkryje talent. Ale to nie jest norma. Większość rodziców posyła dziecko na takie zajęcia, aby miało zajęcie, aby nie „szwędało” się z kolegami pod blokiem.
Nauczyciele też nie mają większego interesu w rozbudzaniu zainteresowań muzycznych, bo po co sobie kłopot robić. Dziecko zostaje wtłoczone w uniwersalny, powszechny tryb nauczania muzyki i krok po kroku jest coraz bardziej w systemie. Nikogo już nie obchodzi co ma do powiedzenia, jakim jest człowiekiem, nikt nie tworzy jego światopoglądu, jego wizji artystycznej. A jest to potrzebne szczególnie na samym początku. Jest uczniem i tylko uczniem. Nie jest artystą i nie będzie, dzięki szkole i przez szkołę. Szkoła muzyczna jest największym zagrożeniem, bo uczy nut, a nie wydobywania uczuć. Szkoła od małego wpaja złe nawyki, że muzyka to zaliczenia, egzaminy i konkursy wokalne. Szkoła otwiera świat ocen, a nie świat wolności i sztuki. Jak się uczy śpiewania? Poprzez naukę w którym miejscu należy wziąć oddech, a które słowo podkreślić aby była poprawna interpretacja. A czy człowiek jak się wypowiada czy jak rozmawia to myśli kiedy wziąć oddech? To są sprawy naturalne, które nie powinny mieć miejsca. W szkołach uczy się rzemieślników, kształci się piosenkarzy drugiej kategorii, tych którzy potem chętnie angażowani są przez gwiazdy do chórków. Jakie to poniżające dla nich, dla tych piosenkarzy z papierkiem.
Kiedyś jedna z chórzystek Anity Lipnickiej dziewczyna, która przez 10 lat uczyła się wokalu w renomowanych szkołach wokalnych powiedziała mi, że ją to tak boli, że śpiewa w kącie, nawet jej nie widać podczas koncertu, a tu taka ledwo wyciągająca Anita na pierwszym planie. A kto powiedział, że skala jest najważniejsza. W szkole otrzymują dawkę bzdur i potem nie odnajdują się w prawdziwym świecie. Nauczycielka zachwyca się przez kilka lat barwą głosu swojej podopiecznej a po ukończeniu szkoły okazuje się, że na nikim więcej to wrażenia nie robi, bo nauczycielka zapomniała nauczyć swoją uczennicę przekazywania uczuć, emocji. Nie nauczyła jej wyrażać siebie. A barwa nie jest umiejętnością, jak wiadomo.Barwa jest przyporządkowana nam od urodzenia tak jak i odciski palców.Brak stylu to podstawowa tragedia osób po szkołach. Brak swojego sposobu śpiewania- własnego, indywidualnego. Pokorne uczennice z piątkami na świadectwie potrafią wiele. Potrafią śpiewać jak Whitney Houston, nawet lepiej, naśladują identycznie Christine Aguilerę a chłopcy głównie Mietka Szcześniaka. Tylko po co światu kolejna kopia Mietka? Są oczywiście wyjątki od tej reguły i mamy przykłady osób, które ukończyły szkołę i mają swój styl ale trzeba podkreśli, że to nie zasługa szkoły, tylko przypadku(Mietek Szcześniak czy Krystyna Prońko)
Najbardziej widoczny przykład osoby zaślepionej swoją idolką to Hania Stach, uczestniczka Idola, która wpatrzona w Whitney Houston pisała podobno nawet pracę magisterską na jej temat. Dziewczyna do tego stopnia charakteryzuje swój wokal na Whitney, że nie można w niej odnaleźć choćby krzty czegoś własnego. No chyba, że nieudolność naśladownictwa i braki techniczne, które bardziej wyrafinowany odbiorca wyłapie. I wszyscy się dziwią dlaczego ona kariery zrobić nie może. Robi już tyle lat i nic. Odpowiedź jest prosta. Nie jest Hanią Stach tylko hybrydą kogoś innego, marną podróbką Houston. Dlatego to Lipnicka, zwykła amatorka miała większą szansę trafić do serc ludzi, czy Wiśniewski, a nawet Mandaryna, bo są szczerzy i naturalni."..... "Sztuczność też da się sprzedać pod warunkiem, że popchnie to branża. A tym przypadku branża milczy i postawiła na inne.
Edukacja śpiewu w szkołach muzycznych w Polsce jest nastawiona na techniki słowiańskie, a jak wiadomo muzyka słowiańska opiera się na melodii. A sama melodia to nie wszystko. Jest jeszcze rytm na którym opiera się cała muzyka amerykańska. Uczeń taki jest zagubiony, gdyż porywa się na piosenki zachodnie, nie mając pojęcia o kreowaniu rytmu, fellingu głosem. Britney Spears odnosi tak wieli sukces i trafia do młodzieży na całym świecie, bo jest jedną z niewielu, które idealnie eksponują rytm. Najwięksi wykonawcy od małego mają w sobie rytm, jest to im wpajane poprzez różne ćwiczenia podobne do ćwiczeń na instrumentach perkusyjnych. Poza tym mają dobre wzorce swoich starszych kolegów i koleżanek. U nas dopiero od niedawna mamy dostęp do muzyki całego świata i nic dziwnego, ze jesteśmy w tyle, jeśli chodzi o produkcje soul, rnb czy nawet pop. To nie nasza bajka. Naszą bajką jest muzyka ludowa. Powinno się uczyć zachodnich technik, skoro jednak większość artystów chce wykonywać amerykańskie gatunki. Przed polskimi szkołami muzycznymi jest dużo pracy, aby piosenkarze je kończący mogli swobodnie poruszać się po wielu gatunkach muzyki, nie tylko w obrębie muzyki poetyckiej czy polskiej rozrywkowej sprzed dwudziestu lat.
Co ważne nie ma pedagogów, którzy mogliby takie zajęcia przeprowadzić, a koszt sprowadzania ze Stanów jest wysoki. I też nie wiadomo jakie efekty przyniosłyby takie zajęcia, bo lekcje śpiewu grupowe, czy też prowadzone przez miesiąc nie przyniosą raczej pożądanego efektu. To praca od małego, przez kilkanaście lat."
Ciąg dalszy tego rozdziału nastąpi wkrótce....Sobota 05/07 /2008
Sara May
[18:07:25]
Zgrabne nóżki Górniak
Jestem cała hepi...Właśnie zdałam najtrudniejszy w tej sesji egzamin czyli ustny z teatru.Super. Inne też zdałam,ale ten był najgorszy. Podsumowując: teatr, komizm, polityka kulturalna, architektura, kultura i płeć, filozofia sztuki oraz etnoreligioznawstwo już zdane. Jeszcze tylko 2 testy z literatury i z psychologii mediów w przyszłym tygodniu i z głowy.Nie oglądałam wczoraj TopTrendów , ale przed chwilą obejrzałam w internecie. Górniak klasa sama w sobie, zaśpiewała jak zwykle profesjonalnie, no i te zgrabne nóżki. Choć nowa wersja "To nie ja byłam Ewą" wykonana poza jakimkolwiek rytmem, pulsem i feelingiem nie powoduje, że dzieło to stało się lepsze, a wręcz przeciwnie. Melodia w muzyce to tylko jeden z elementów. Jest jeszcze rytm i puls, które w tym wypadku Górniak obeszła szerokim łukiem. Błąd.Doda pośladki spinała jak trzeba. Ale miała chyba zły dzień, bo zafundowała kilka dużych fałszów. Inna sprawa, że starała się zrobić jakiś ruch sceniczno- krzesełkowo- seksowny. Skupiając się na tańcu, zapomniała o wokalu. Coś za coś.No chyba, że jest się Jacsonem albo Spears, wtedy czy tańczysz czy stoisz czy siedzisz na kibelku, zawsze śpiewasz jak trzeba. Ale i tak brawo, bo dziewczyna stara się zmieniać ten kołkowaty, bez żadnego pomysłu, wyraz artystyczno- choreograficzny większości występów polskich "gwiazd" . Widziałam też fragmenty jakiś zespołów, Raz Dwa Trzy, Hey, ale o nich nie ma co nawet pisać.P.S Nie czepiać mi się tylko pisowni hepi. Moja sprawa jak piszę i nic Wam do tego!
07/2008/(3)
